poniedziałek, 21 grudnia 2015

"Ojciec w ORMO, synek w KOD-zie, demokracja zawsze w modzie..."


Nie pierwszy to już raz wydarzenia ostatnich dni zmuszają mój umysł do opróżnienia go z nadmiaru różnorakich myśli natury moralno - filozoficznej. Mówiąc prościej: Muszę coś napisać, bo mi łeb rozerwie. Dobra, może nie jest aż tak źle, niemniej jednak kiedy twoje własne palce zaczynają do ciebie mówić "daj nam postukać w tą klawiaturę, no daj!" to znaczy, że coś się dzieje.

Dziś na tapecie znany i lubiany jak Polska długa i szeroka temat tzw. obrońców demokracji, z pewnym tuskopodobnym banksterem na czele. Trudno właściwie zarzucić w tym momencie inną problematyką. Gdzie się nie obrócisz, wszędzie panoszą się zamozwańczy krzewicielie jedynego słusznego ustroju, walczący o przywrócenie porządku, równowagi i zlikwidowanie społecznej degrengolady rozpętanej po wygraniu wyborów przez partię jednego z tych, co to próbowali podjebać kiedyś księżyc. Przynajmniej tak mówią w telewizorach.

Ci jednak, którzy używają zasobów swojego mózgu do czegoś więcej niż tylko wyczuwania okazji do zaspokojenia pewnych potrzeb fizjologicznych z płcią przeciwną dawno zdążyli już skiminić, że wierzyć w telewizory to jak wierzyć w latającego potwora spaghetti (aczkolwiek liczba pastafarian relatywnie nie jest znowuż aż tak mała). Co mają jednak powiedzieć ci, którzy głównie z tego rodzaju przekazów medialnych czerpią swoje źródło wiedzy o świecie? Włączają TVN-y, Jedynki, Dwójki i nie wiadomo co jeszcze, wszędzie tylko "Won od trybunału!", "Obronimy demokrację" albo "Rządamy godnego życia!". Czekamy, aż zaczną pokazywać "Banskter na prezydenta!" czy coś.

O ile jednak wszyscy krzyczą na ile gardło pozwoli, to nikt nie chce wyjaśniać, o co tak naprawdę idzie. Bo chyba nie o ten cały trybunał? Telewizory prawią, iż dyktatorskie pisiory zagrabiły sobie tę instytucję, dokonując swoistego zamachu stanu, pogwałcenia demokracji i Bóg wie czego jeszcze. Tymczasem jednak telewizory milczały, kiedy czerwcu tegoż roku miłościwie nam jeszcze panująca partia mająca czelność zwać siebie obywatelską dokonała równie ciekawego precedensu, bezprawnie dokoptowując do rzeczonego trybunału dwóch nowych ludzisk. Gnoje wyczuwały, iż kolejne wybory raczej nie będą dla nich, toteż musiały se jakąś furtkę zostawić. Ale Andrzejek się wycwanił i ślubowania nie przyjął... do czego, wedle konstytucji, miał z resztą pełne prawo. A pisiory, w zgodzie z zasadami jedynego słusznego ustroju sytuację wykorzystały. I tyle... Wiecie, zgodzić się trzeba, iż obydwie wyżej wspomniane sytuacje stanowiły pewnego rodzaju zamach. Dlaczego jednak trąbić tylko o jednej? A no dlatego, żeby otępić wnerwiony nieudolnością platformerskich rządów lud... i przekabacić do przejścia na stronę platformersów 2.0.

Zanim zaczniecie czytać dalej, luknijta w ten filmik:



 Wertuję właśnie słownik języka polskiego. Stwierdzam, iż strasznie on ubogi... W każdym razie brakuje mu słów, aby stosownie określić to, co dzieje się własnie na scenie politycznej i - przede wszystkim - w mediach. Pamiętacie, co mówił Lepper, zanim go wykończyli? Nieważne, co by się nie działo i kto by nie rządził, Balcerowicz jest zawsze. Pomińmy jednak teraz dywagacje na temat obecnej - jak słyszeliście wyżej - kontrolowanej przebudowy (Z resztą co to za przebudowa. To tak samo, jakbyś wziął kasę za wybudowanie domu, postawił wadliwą konstrukcję, poczym - gdy zaczęła się chwiać - zburzył ją i znowu postawił wadliwą, w dodatku z tych samych cegieł.), a skupmy się na tych wszystkich rzeczach, o które tak zaciekle walczą zwolennicy rżnięcia na scenie w publicznych teatrach za pieniądze podatnika.

At first, demokracja. Ci, którzy choć trochę znają moją naturę i poglądy wiedzą, iż o idiotyźmie rzeczonego ustroju mógłbym napisać pięć doktoratów na sześciu uniwersytetach. Nie o tym jednak chciałbym dziś rzec... Jakiś czas temu przeczytałem wypowiedź p. Stanisława Michalkiewcza (na 99% był to on, aczkolwiek głowy nie dam. Wiecie. Studia. Ciężko dać głowę o cokolwiek.), który porównał walkę sławetnego Komitetu Obrony Demokracji do komunistycznej propagandy wmawiającej ludowi iż to socjalizm stanowi jedyny słuszny porządek świata. Kurna, trudno facetowi nie przyznać racji. Załóżmy nawet, że - tfu - demokracja jest w porządku. W takim razie po co jej bronić? Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mogą nadążyć za sensem postawionego pytania. Spróbuję wyjaśnić najprościej, jak umiem. Związek. Jesteś sobie z drugą osobą, kochacie się i nagle coś zaczyna się psuć. Bo twoja druga połówka zobaczyła cię, jak wstawiony w trzy i trochę rewolucjonizowałeś podejście do tanecznej sztuki w lokalnej tancbudzie, wymieniąjąc naddatki śliny z jakąś laską. Jeśli naprawdę tę swoją połówkę kochasz, to następnego dnia - mimo kaca jak stąd do Pekinu - wstajesz i idziesz o nią walczyć. Przeczytaliście? WALCZYĆ. Nie idziesz jej bronić, nie idziesz nawet bronić swego związku. Idziesz WALCZYĆ. A nie da się walczyć o coś, co masz. Jeśli robisz powstanie, to nie robisz go po to, żeby bronić utraconej suwerenności, tylko po to, żeby o tę suwerenność walczyć. Dobra, ale nie brnijmy dalej w te przykłady, bo zaraz zaczniemy się odwoływać do wpływu Kartezjusza na zmianę paradygmatu filozofii czy coś. Rzecz w gruncie rzeczy (Pewnie jest tu ktoś, kto nigdy nie czytał moich wypocin. Zaznaczam więc, że podwójne użycie wyrażenia "rzecz" było ze wschech miar celowe) ma się bardzo prosto. Parę tysięcy ludzi (bo więcej ich tam chyba nie było) przeszło ulicami Warszawy nawołując do obrony demokracji. Ponieważ ich zdaniem coś zaczęło się psuć. Jak w związku. Wredne pisiory zaplanowały zmyślnie rozkminiony (hm, to chyba też podpada pod pleonazm, aczkolwiek wątpię, czy autor deifinicji tego słowa uwzględnił w nim młodzieżową nowomowę) zamach stanu. Ale jak platforma cichaczem dobierała się do trybunału, wszyscy milczeli... Pamiętacie, jak to bywało pierwiej na podwórkach? Gdy jeden z drugim stwierdził, że trzeciemu z czwartym należy się wpierdziel, bo piąty powiedział, że trzeci pierwszemu wyrwał pannę? Jeśli brałeś udział w podobnym procederze, to najpewniej broniłeś kumpli. Czytasz? KUMPLI. Nie broniłeś wrogów, tylko ich atakowałeś, a broniłeś swoich ziomków. Jeśli więc JE Rysiek nazwiskiem Petru nawołuje do obrony demokracji, suwerenności czy Bóg wie czego jeszcze, nie robi tego bezinteresownie... To wynika z prostej logiki myślenia. Za komuny też robili pochody w obronie socjalizmu.

Nie mówiąc już o tym, że ich sposób rozkminiania świata sprowadza się tylko i wyłącznie do stwierdzenia, że bronią rzeczonego ustroju. Żadnej głębszej filozofii, światopoglądu, zastanowienia... Dwadzieścia sześć lat temu powiedzieli, że demokracja jest dobra, to znaczy, że tak jest.

Wiecie, chętnie napisałbym też parę słów o głównym udziałowcu całego zamieszania, jakim niewątpliwie jest w/w Rychu i jego nowoczesna. Niestety, doszło dziś do sprzątania naszego modułu w akademiku. Nieliczni wiedzą, iż nigdy nie sprzątamy sami. I nigdy nie robimy tego o suchym pysku...

Na koniec, co by poprawić zszargane Nowoczesnością. nastroje zarzucam akustyczną wersję jednego z największych hitów Manowar. Nie ma to jak nastrojowa, patetyczna heavy ballada... a ta chłopakom wyszła kiedyś po mistrzowsku. W nowszej wersji brzmi jeszcze smaczniej.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz