niedziela, 15 listopada 2015

Muzułmanie, zamachy i lewackie bełkoty

Plany uruchomienia nowego bloga ( tak, tego! ) i wyniesienia go do rangi najbardziej zdroworozsądkowej strony roku padły, zanim zdążyły zakiełkować. Cholera, nawet skorupki nie opuściły. Patrząc jednak na to wszystko, co dzieje się na świecie stwierdzam, że największym grzechem z mej strony byłoby milczenie.  Czerwona niczym maki na Monte Cassino krew zalewa mnie od pierwszej rozdwojonej końcówki moich nieuczesanych kudłów aż po najmniejszy palec lewej stopy. Jak tu siedzę, a siedzę w domu na kanapie, oglądając "Polowanie na Hitlera" ( Próbują udowodnić, że Hitler jednak spierdzielił z Berlina, jednocześnie porównując działania nazistów z islamistami. Ciekawie zrobione. ) obwieszczam, iż będę pisał, przeprowadzał wywiady tak często, jak tylko się będzie dało, choćby kometa wielkości Saturna miała rąbnąć w Ziemię.

Na początek odrzućmy dywagacje na temat tego, czy darmowy podręcznik to zły albo tragiczny pomysł. Pewne sprawy zaszły zwyczajnie za daleko. Choć kwestią czasu było, kiedy do tego dojdzie... Myślę, że ciężko będzie teraz znaleźć kogoś, kto nie usłyszał o masakrze jaka dokonała się w stolicy Francji. Grupa ISLAMISTÓW ( hm, bloger nie ma funkcji podkreślania wyrazów dziesięciokrotnie. Jakby miał, to bym ostatni wyraz podkreślił dziesięć razy i wkurzał się, że nie ma funkcji dwudziestokrotnego podkreślenia. ) wymordowała ponad 150 ( dane wszędzie podają inne ) niewinnych ludzi, w imię własnej, zbrodniczej ideologii. To są FAKTY ( nie, nie te na TVN-ie, tfu! ), z którymi nie należy polemizować. Zanim jednak zagłębimy się w rozbudowane filozoficzne wywody i głębokie historyczno-społeczno-polityczne analizy, spójrzmy, co na to mówią przedstawiciele lewicy. Na początek największy ostatnio gwiazdor lewej flanki, Sz.P Adrian Zandberg i jego wpis na facebooku:


Zbrodnie w Paryżu i Bejrucie - a to tylko plon ostatnich dni - pokazują przed jakim barbarzyństwem uciekają uchodźcy z Bliskiego Wschodu. Nie mam wątpliwości, że Francja - jak zapowiedział przed chwilą prezydent Hollande - schwyta i ukarze winnych tego bestialstwa.
Terroryści są zbyt słabi, by zniszczyć naszą cywilizację, opartą na poszanowaniu praw człowieka i pokojowym współżyciu różnych kultur. Mogą zwyciężyć tylko wtedy, jeśli połkniemy przynętę i - jak oni - zaczniemy nienawidzić niewinnych ludzi tylko dlatego, że są inni.

Wróćmy teraz na chwilę do - lubianych bądź nie - lekcyj polskiego z czasów, kiedy mieliśmy wizje, marzenia i wierzyliśmy że ten pierwszy milion leży na ulicy, a nie na pieprzonych studiach. Uznajmy plwociny pana Zandberga za przykład wybitnie skonstruowanej krótkiej formy literackiej i zabawmy się w jej analizę. W pierwszym zdaniu autor stosuje ciekawy zabieg, mający na celu wypranie mózgów co bardziej tępym odbiorcom jego twórczości. Pisarz zręcznie manipuluje znanym mu słownictwem, chcąc wywołać podziw wśród zidiociałej gawiedzi, jednocześnie narażając się na jawny śmiech tej inteligentniejszej. Mówi, że imigranci uciekają ze wschodu po to, żeby się u nas schronić i nie doświadczać tego, co zdarzyło się właśnie u nas. Mistrzowskie zagranie. Tysiące uchodźców ucieka przed zamachami i terroryzmem, biorąc ze sobą zamachowców i terrorystów. Geniusz! Idźmy dalej. W kolejnej części swojego wiekopomnego dzieła pisarz wyraża przekonanie, iż winni Paryskiej zbrodni zostaną ukarani, bo prezydent tak powiedział. Dostrzec możemy tu swego rodzaju metaforę, wszak wiadomo przecież, że większość terrorystów popełniła samobójstwo w momencie zamachu, śliniąc się na myśl o swoich dziewicach. Nie będzie więc nawet kogo karać. A jeśli już kogoś złapią... Popierana przez autora Unia Europejska ( wyczytać możemy to w jego życiorysie, dostępnym na komuniscimarksisciiwszelkieinnelewactwo.com ) na to nie pozwoli. Nie. Będziemy musieli pokazać swoje poszanowanie dla godności i życia drugiej osoby, zamykając terrorystów w luksusowych więzieniach z posiłkami trzy razy dziennie i plazmowym telewizorem, skąd co wieczór będą oglądać swoich islamskich braci i tarzać ze śmiechu na widok działań Europejskich włodarzy. Cudowna metafora. Bardzo poetycka. W kolejnej, najważniejszej chyba części swej literackiej kompozycji Zandberg podkreśla słabość terrorystów. Proszę spojrzeć, do jak dalece idących wniosków posunął się tutaj pisarz. Zaznaczył, iż zamachowcy nie mają szans w starciu z pozbawionym legalnego dostępu do broni społeczeństwem, w którym zabroniona jest również kara śmierci. Zaproponował ze wszech miar innowacyjne rozwiązanie zaistniałego problemu. Nie możemy nienawidzić islamistów dlatego, że są inni. Musimy się z nimi zbratać. Tylko wtedy ich pokonamy. Jak Boga kocham, Dostojewski z Kingiem wymiękają niczym penis po nocy z Sashą Grey ( Pierwszy raz zdarzyło mi się równie ordynarne porównanie. Wkurzony jednak jestem i powiem, że nawet je lubię. ).

No dobra, ale może to tylko panu Zandbergowi padło na ten brodaty Marksistowski łeb. Co tam u Szumiego ( dla niezorientowanych, nie o znakomitego kierowcę Formuły 1 tu idzie, a towarzysza Piotra Szumlewicza )?

 Największym wrogiem terrorystów jest otwarte, wielokulturowe państwo opiekuńcze. Względem niego są oni po prostu bandą psychopatów. Ksenofobiczni nacjonaliści, którzy brutalnie atakują uchodźców, są dzisiaj jedynym strategicznym sojusznikiem ISIS.

Aha, czyli... Dobra, nie mam już nawet siły na opisywanie obłąkańczych, schizofrenicznych bełkotów tego lewackiego oszołoma. Jeśli przyjmiemy więcej terrorystów, to terroryści będą się nas bać. Największymi sojusznikami terrorystów są ci, którzy chcą tych terrorystów zajebać. No nie, idę po jakąś melisę czy inny nervosol, bo zaraz mi aorta pęknie.

Dobra, wróciłem. Zrobiłem sobie przy okazji kanapki z szynką wieprzową ( Tak. Dobrze myślicie. To miało być śmieszne. ). Wyłapaliśmy idiotyzmy lewackich pustosłowi. Uznajmy, że lekcja polskiego już się skończyła. Teraz idziemy na historię. Dziś w programie zajęć kilka dat i faktów z różnorakich okresów w dziejach świata.

Rok 721 - książę Akwitanii Odon Wielki w bitwie pod Tuluzą daje sromotnego łupnia hulającym po półwyspie Iberyjskim Arabom, dowodzonym przez gubernatora al-Chaunaliego.

Rok 732 - Ciapiaty lud nie zrozumiał aluzji i dalej próbował ekspansji na Europę. Wkurzony do granic możliwości frankijski majordom Karol Młot, po uprzednim zaprzęgnięciu do pomocy wspomnianego wyżej Odona ostatecznie wyjaśnia sytuację pod Poitiers, dobitnie i konkretnie dając do zrozumienia gdzie Europa ma muzułmańską kulturę.

1571 - Muzułmańska chuć, po długiej stagnacji ekspansyjnej do jakiej doprowadził 800 lat wcześniej Karol Młot od pewnego czasu ponownie zaczęła panoszyć się w Europie. Doszło do tego, iż - dokładnie tak jak i dziś! - muzułmanie ogłosili, że bezpardonowo uderzą w Watykan, brutalnie zamordują papieża, po czym wywieszą tam swoją flagę z półksiężycem i obwieszczą się panami Europy. Ówczesny papież Pius V, widząc, co się dzieje, postanowił nie czekać aż ciapiaci wybiją chrześcijan, tylko przeszedł do ofensywy. Ufny we wstawiennictwo Maryi, matki Chrystusa, skrzyknął kilka księstw na czele z Hiszpanią i doprowadził do utworzenia tzw. Ligi Świętych, która miała bronić dostępu do strategicznego punktu, jakim była Famagusta ( miasto na Cyprze ). Ostatecznie bitwa rozegrała się na morzu, pod miejscowością Lepanto. Mająca więcej statków armia muzułmańska po raz kolejny dostała sromotnego łupnia, tracąc wielu znakomitych żołnierzy. Co prawda Europa nie wykorzystała potencjału tego tryumfu, niemniej jednak zwycięstwo było ze wszech miar okazałe. Zarówno papież, jak i żołnierze przypisywali je wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny. "Non virtus, non arma, non duces, sed Mariae Rosiae victores nos fecit" - jak pisali potem Wenecjanie. Co tłumaczy się jako: „Nie odwaga, nie broń, nie dowódcy, ale Maria różańcowa dała nam zwycięstwo”.

1673 - Na przestrzeni kolejnych stu lat Turcy rozochocili się jeszcze bardziej, realnie zagrażając Europie. Przyszli nawet do Polski, ty. Niestety, trafili na lud silny i wnerwiony nieudolnością tchórzliwego Miśka Korybuta z rodu Wiśniowieckich. Pewni siebie stanęli pod Chocimiem, gdzie dysponujący kilkunastoma chorągwiami jednej z najlepszych armii w historii Europy i świata, to jest husarii Janek Sobieski dał im... jak myślicie, co? A no tak! Sromotnego łupnia! Mimo iż znów miał do dyspozycji mniej ludu niż przeciwnik.

1683 - Czy tę datę trzeba komentować? Wspaniałe, wiekopomne, niezapomniane ( mógłbym tak z tysiąc epitetów jeszcze walnąć ) zwycięstwo Europy pod Wiedniem, gdzie majestatyczna polska husaria rozgromiła kebabów, ratując stary kontynent. I tyle.

Dobra, koniec tych suchych faktów. Spójrzmy, jak to się ma do dzisiaj. Kiedyś, jak muzułmanin jeden z drugim najeżdżał na Europę, to Europa go z niej wypierdzielała. Teraz, kiedy muzułmanin idzie ulicami Paryża i morduje 150 osób to oni mówią, że trzeba ich ściągać więcej, żeby ich przed nimi ratować. Nie, drodzy moi, to nie jest kabaret. To jest nie dająca się pojąć współczesność.  

A co robimy w tej sytuacji my, zbulwersowani, wystraszeni i zniesmaczeni prości ludzie? Jak ostatni idioci zmieniamy facebookowe profilowe zdjęcia na kolor flagi francuskiej święcie wierząc że to wybije wszystkich muzułmanów i dzięki temu na świecie zapanuje pokój! A gdzieście byli z polskimi flagami na 11 listopada?! Powinnyśmy domagać się publicznych przeprosin za całe to zło od tych wszystkich Unio Europejskich merów, którzy doprowadzili do sprowadzenia muzułmańskich uchodźców do Europy i którzy optowali za słusznością za polityki multi-kulti. Macie teraz swoją zasraną wielokulturowość! A tych wszystkich terrorystów, których złapano, należy przykładnie przywiązać do pali, postawić przed kamerą nadająca live w każdej telewizji świata, po czym każdemu z nich uciąć palce, powoli obedrzeć skórę, następnie uciąć głowy i zapowiedzieć że jeśli komukolwiek przyszłoby do głowy zrobienie podobnej rzeczy jak w Paryżu, umrze jeszcze gorszą śmiercią.

W następnym poście postaram się odnieść do przyczyn obecnej sytuacji w Europie, skutków działań USA na Bliskim Wschodzie, wpływie Rosji, działaniom Unii Europejskiej itd., itp,. Zobaczym, jak wyjdzie. Tymczasem - nie bójta się! Obroniliśmy chrześcijańską tradycję Europy kiedyś, obronimy i dziś. A co.