wtorek, 28 lipca 2015

Podręcznikowy problem

Heyo, panie i panowie, chłopcy i dziewczęta! Część co bardziej zapalczywych bywalców blogowych salonów kojarzyć mnie może z czasów, kiedy to bawiłem się w spisywanie swojej nonkonformistycznej nastoletniej egzystencji, tudzież wywoływanie studniówkowych skandali z prawicowymi ugrupowaniami w tle. I całkiem słusznie. Wiecie, czego się spodziewać. Dla tych jednak, którzy z moją osobą mają do czynienia po raz pierwszy, ostrzegam, że nie będzie łatwo. Pokręcone, niezrozumiałe opisy, rozbudowane, pozbawione krzty sensu metafory i nagminnie stosowane nowoczesne słowotwórstwo to tylko część z rzeczy, które znajdą się tu na porządku dziennym ( O, spójrzcie na przykład na końcówkę poprzedniego zdania. Dobra, w każdym razie można by je lepiej zapisać. ). Mimo wszystko jednak, w porównaniu do "Dziennika Młodego Metalowca" ( Tych parszywych ignorantów, którzy nie wiedzą, o czym mowa odsyłam do www.inwazjarocka.blogspot.com ) sprawy na tym blogu sprawować ( Czy dopisać muszę, że było to zamierzone? ) się będą nieco inaczej. Co prawda nadal znajdziecie tu sarkazm, dystans do podejmowanych tematów jak również mój słynny, ze wszech miar inteligentny humor ( "Marian! Wyłączamy tego bloga. Ten kretyn znowu robi z siebie Narcyza!" ), niemniej jednak czasem pewne rzeczy wymagać będą poważniejszych tonów. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie. Powiedzmy sobie tylko jedno: Niezależnie od tego, w jaki sposób to wszystko będzie wyglądać cel jest jasny: Propagowanie zdroworozsądkowych, promujących wolność i sprawiedliwość myśli. Po prostu.

Na pierwszy ogień postanowiłem uderzyć w temat dosyć gorący, przynajmniej dla tych, których pociechy nie zdążyły jeszcze opuścić szkolnych murów i nie zaczęły tonąć w bagnie gównianej dorosłości ( Serio, dzieciaki, dorosłość wcale nie jest taka fajna, jak się wydaje. I mówi to wam koleś, który w niektórych Stanach w USA uchodzi za osobnika niepełnoletniego ). Darmowy podręcznik szkolny. Cholera, świetna inicjatywa! Wspaniała ulga dla rodzinnego budżetu. Już nie będzie się trzeba martwić, skąd wziąć pieniądze na te wszystkie książki! Ci mniej zamożni będą teraz ze łzami w oczach patrzeć, jak ich dzieci w końcu ślęczą nad pięknymi, nowymi podręcznikami, a nie nad jakąś używaną makulaturą. Cud, miód i orzeszki po prostu. No, pośmialiśmy się, czas zejść na ziemię.

Zastanówmy się najpierw, skąd się taki podręcznik wziął. Bingo! Ktoś go musiał stworzyć. Ściślej, musiało go stworzyć całe grono osób: graficy, introligatorzy, korektorzy, redaktorzy, autorzy, ludzie odpowiedzialni za skład publikacji i od cholery innych osobników. Jak dotąd, kiedy podręcznikowy rynek w Polsce mieliśmy względnie wolny ( bo kretyńsko horrendalne podatki i stosy bezsensownej papierkowej roboty delikatnie mówiąc nadszarpują nieco nasz wizerunek jako kraju wolnorynkowego ), ci wszyscy wyżej wymieni ludzie mieli za co żyć. Monopolizując segment szkolnych elementarzy najzwyczajniej sprawiamy, że wszyscy wylatują na bruk. No bo przecież jeśli podręcznik ma być jeden, to i jednego autora ( w porywach do dwóch ) będzie potrzeba, a nie pięćdziesięciu. Co, myślicie, że bredzę? Patrzajta, oto fragment jednego z artykułów opublikowanych na www.se.pl

O złej sytuacji w firmie ( WSiP - przyp. finian ) i zwolnieniach grupowych poinformował PAP rzecznik Jarosław Matuszewski:
„W związku z przewidywanymi efektami wprowadzenia nowego prawa, elementem procesu restrukturyzacji WSiP musi być redukcja zatrudnienia, polegająca na zwolnieniach grupowych” - oświadczył.

Prezes WSiP Jerzy Garlicki odniósł się do procesu grupowych zwolnień w firmie: „Ta decyzja jest smutną, rynkową koniecznością”. Zaznaczył też, że to dopiero początek trudnej sytuacji w wydawnictwach i masowych zwolnień ludzi w tej branży. Jak ocenił, pracę może stracić nawet kilka tysięcy osób.
I co, łyso wam? Problem masowych zwolnień nie dotyczy tylko pracowników wydawnictw. Dotyczy to również CAŁYCH pomniejszych wydawnictw, jak również sporej ilości księgarni które dotąd utrzymywały się ze sprzedaży podręczników. 
Przeczytałem jednak argument, że mnie - jako rodzica, który staje na głowie aby sensownie dopiąć rodzinny budżet - nie powinna obchodzić czyjaś krzywda. Sam przecież doświadczałem takiej krzywdy przez wiele lat, gdy musiałem kupować podręczniki  za bajońskie sumy. Co prawda miałem pracę, miałem za co utrzymać rodzinę, ale za dużo kasy szło na te wszystkie elementarze. Cóż, powiedzmy, że jestem ohydnym sku*wielem i uznaję ten argument za sensowny. Okey, jesteśmy odciążeni finansowo, fajno. Otóż błąd. Kolejny, durny, pozbawiony choćby krzty najprostszej ludzkiej logiki błąd. 
Aby ten podręcznik mógł powstać - jak wspomniałem wyżej - ktoś musiał go zrobić. Ci ktosie, jako że nie są ktosiami - wolontariuszami musieli również otrzymać stosowne wynagrodzenie za wyprodukowanie i wydanie tego wszystkiego. Kto im za to płaci? No pewno, nasza kochana władza. Rząd podał, że na darmowe podręczniki przeznaczy 3,8 mld z budżetu. Pozwólcie teraz, że w tym miejscu zapuszczę nieco łopatologiczny tok wykładania myśli, co by najciężej kapujące mózgownice mogły zań nadążyć. Rząd - jak to rząd - nie posiada ŻADNYCH własnych pieniędzy. No bo niby skąd ? Wszystko, co znajduje się w budżecie pobierane jest tego, co zarobiliśmy MY. W podatkach. Każda inwestycja finansowana jest z naszych pieniędzy. Z podręcznikami jest podobnie. Zauważmy jednak, że stworzenie bezpłatnego podręcznika jest kolejnym WYDATKIEM, na który potrzeba DODATKOWEJ forsy ( bo nie podejrzewam, aby budżet ministerstwa oświaty nagle zwiększył się o 3,8 mld, albo też żeby od początku była tam klauzula o wyskoczeniu ni stąd, ni zowąd z inicjatywą darmowych elementarzy ) Mamy dwa rozwiązania:
a) - Zwiększyć podatki.
b) - Pomniejszyć lub zlikwidować budżet na coś innego.
 Pierwsze rozwiązanie wydaje się być raczej abstrakcyjne, bo podejrzewam że lud mógłby się poważnie oburzyć na zaistniałą sytuację. Z drugiej strony jeśli opłata klimatyczna nie wywołała zamieszek w kraju, to lemingoza pewnie i podatek od darmowych podręczników by łyknęła. Ostatecznie jednak bardziej skłaniałbym się ku rozwiązaniu drugiemu. Jedna dziura w drodze mniej czy więcej, jeden Tiger w armii mniej czy więcej, kogo to obchodzi. Grunt, że mamy "darmowe" podręczniki i kilka tysięcy ludzi na zwolnieniach.
Idźmy dalej. Porzućmy problemy gospodarcze, a skupmy się bardziej na problemach przyziemnych, dotyczących samych zainteresowanych - acz nieświadomych raczej zaistniałego rabanu - czyli uczniów. Wiecie, ja tam tego podręcznika nie czytałem, więc nie wiem, jak wygląda. Jeśli jednak 90% ankietowanych nauczycieli w Łodzi stwierdziło, że pogarsza on podstawę programową, doprowadzając do zmniejszenia jakości poziomu nauczania i absurdów w rodzaju przerabiania bożonarodzeniowych czytanek na wiosnę ( według programu, którego musi się trzymać nauczyciel tak to wypada ), to ja dziękuję za pączki. Z resztą trudno się dziwić. Podejrzewam, że wiele wydawnictw startowało do tego, aby to ono mogło wydać darmowe podręczniki, wygrało jednak te, które najwięcej dało w łapę. Albo które miało najwięcej znajomości. Hajs się zgadza, to nie ma po co się wysilać nad sensownym kształtowaniem umysłów młodych pokoleń...

Na sam koniec chciałbym jeszcze powrócić do tych ludzisk - a podejrzewam, że wciąż takowi tu są - którzy uparcie obstają za aspektem finansowym i rzekomą "darmochą". Ci ludzie twierdzą również ( "bo tak im powiedzieli w telewizji" ), że szkoły będą sobie mogły wybrać podręcznik, a nie obstawać przy tym, który proponuje rząd. Mają rację. Z tą tylko różnicą, że ten elementarz nie będzie już finansowany z budżetu rządu, ale budżetu gminy, ewentualnie szkoły ( pamiętajmy - podręcznik ma być "darmowy" dla rodziców, niekoniecznie dla placówki ). Wiecie, nie wiem jak tam u was, ale mnie się wydaje, że mając przed sobą perspektywę uszczuplenia budżetu w kontekście podręczników - na które przecież nie trzeba nic wydawać - albo tygodnia na Karaibach dla burmistrza, gmina wybierze to drugie. 

 Podsumowując - jakby ktoś jeszcze nie skumał - "darmowy" podręcznik to jeden wielki idiotyzm. I tak zapłacimy za niego w podatkach, a przez takie durne inicjatywy pracę straci kilka tysięcy osób. Nie wspominając o tych wszystkich sfrustrowanych nauczycielach, którzy słusznie oburzają się na spadek jakości nauczania. Syf, panie, i demagogia...

P.S. W przygotowaniu kanał na yt, gdzie prawdopodobnie będą się pojawiać pogawędki z mniej lub bardziej znanymi przedstawicielami politycznej areny. Zobaczym, jak pyknie. Aha, no i przydałoby się wyjaśnienie, czemuż to metal polityczny, a nie dyskotekowy na przykład. Głównie, że większą część mojej płytoteki zajmują tego rodzaju kawałki: 


Jeśli zaś idzie o szatę graficzną bloga, to cały czas poprawiam, więc spoko trąbka, będzie się jeszcze trochę rzeczy zmieniać. Dobrej nocy!