czwartek, 12 maja 2016

O powszechnym dostępie do broni słów kilka

Poziom zniesmaczenia ostatnimi wydarzeniami politycznymi w mym ukochanym kraju po raz kolejny osiągnął stadium krytyczne. W gruncie rzeczy, odkąd w tym minimalnym stopniu zacząłem interesować się polityką i stopniowo rozkminiałem, że to, co wmawiają ci w telewizorach w większości przypadków nijak ma się do rzneczywistości, poziom ów w zasadzie nigdy poniżej tegoż stadium nie spadł. Czasem jednak brak aktywności informacyjno - edukacyjnej z mej strony doprowadza do tego, iż mój organizm dochodzi do wniosku, że musi się wyżyć i wyrzucić z siebie całą tę złość, ku chwale kolejnych pokoleń. Żal tylko, że trudy młodego (jeszcze) życia nie pozwalają tej aktywności zwiększyć. A już o skandal jawny zakrawa fakt, że siedzę na dupie, nic nie robiąc,wciąż obiecując sobie poprawę i tłumacząc się tak głupkowato jak choćby w zdaniu poprzednim. Mogę po raz kolejny rzec, że ruszę pełną parą... Stwierdziłem jednak, że sensu w tym żadnego. Wszak ludzką tak bardzo rzeczą jest ciągłe mówienie "tak, tak, następnym razem to już na pewno to zrobię". Dlatego też nie mówię, a pozostawiam sprawy swojemu biegowi. Mam nadzieję, że bieg ten będzie co najmniej ultramaratoński.

W dniu dzisiejszym, niejako dla rozluźnienia ("Ach, on i ten jego durnowaty humor...") postanowiłem odpuścić KOD-owych patafianów, nowoczesnych. wrzodów społecznych tudzież skrajnie idiotycznych pomysłów gospodarczych miłościwie nam panującej władzy, a skupić się na temacie zgoła innym. Acz równie ważnym, albo i nawet ważniejszym, jak dla mnie.

Rzecz mianowicie idzie - jak z resztą wyniuchaliście z tytułu posta - o granicę wolności ludzkiej w zakresie obrony własnej, w szczególności zaś kwestię powszechnego dostępu do broni. I znów, chcąc rozpatrzyć sprawę należycie szczegółowo i dokładnie, należy uchwycić ją w nieco szerszym kontekście. Na początek proponuję dokonać małej analizy. Sprawdźmy, jak w niektórych krajach świata wygląda kwestia wolnego dostępu do broni i jak to się ma do liczby zabójstw popełnionych przy pomocy tego właśnie rynsztunku. Zestawimy dziesięć najbardziej i dziesięć najmniej "uzbrojonych" państw. Dane tyczą się roku 2007, a więc momentu, w którym odsetek posiadanej broni w przeliczeniu na 100 mieszkańców w USA był największy na świecie.


Kraj /L.broni na 100 mieszk./Ludność/Ilość zgonów/% Zg./Ld.

USA                                  88,8                          ok. 302 mln             10,129                      ok. 0,003 

Szwajcaria                       45,7                          ok. 7,5 mln                57                           ok. 0,00076

Finlandia                         45,3                          ok. 5,2 mln                24                           ok. 0,00047

Serbia                              37,8                          ok. 7,4 mln                45                           ok. 0,00063

Cypr                                36,4                          ok. 1,1 mln                 5                            ok. 0,00049

Urugwaj                          31,8                          ok. 6,1 mln                93                           ok. 0,0015

Szwecja                           33,1                          ok. 9,1 mln                37                           ok. 0,0004

Norwegia                        31,3                          ok. 4,7 mln                2                             ok. 0,000049

Francja                           31,2                          ok. 64 mln                 35                           ok. 0,000054

Kanada                           30,8                          ok. 33 mln                 173                         ok. 0,00052

...

Korea Płd.                      1,1                            ok. 48,6 mln             14                            ok. 0,000028

Tadżykistan                     1                              ok. 7 mln                 15                            ok. 0,00021

Kirgistan                        0,9                            ok. 7,1 mln               28                            ok. 0,00039

Nepal                              0,8                            ok. 25,9 mln             84                            ok. 0,00032

Litwa                              0,7                            ok. 3,2 mln               6                              ok. 0,00018

Rumunia                        0,7                            ok. 20 mln                5                              ok. 0,000025

Japonia                          0,6                            ok. 127,8 mln           11                            ok. 0,000008 

Sierra Leone                 0,6                            ok.  5,4 mln              128                          ok. 0,0023         
Bangladesz                    0,5                            ok.  146 mln             1,456                       ok. 0,00099

Singapur                       0,5                             ok. 4,5 mln               1                              ok. 0,00002
            

Ok. To teraz pogrupujmy poszczególne państwa i sprawdźmy, która dziesiątka procentowo "zaliczyła" większą liczbę zgonów.

1. USA - 88,8 broni / 100 mieszkańców
2. Urugwaj - 31,8 broni / 100 mieszkańców
3. Sierra Leone - 0,6 broni / 100 mieszkańców
4. Bangladesz - 0,5 broni / 100 mieszkańców
5. Szwajcaria - 45,7 broni / 100 mieszkańców
6. Serbia- 37,8 broni / 100 mieszkańców
7.Kanada - 30,8 broni / 100 mieszkańców
8. Cypr - 36,4 broni / 100 mieszkańców
9. Finlandia - 45,3 broni / 100 mieszkańców
10. Szwecja - 33,1 broni / 100 mieszkańców
11. Kirgistan - 0,9 broni / 100 mieszkańców
12. Nepal - 0,8 broni / 100 mieszkańców
13. Tadżykistan - 1 broń / 100 mieszkańców
14. Litwa - 0,7 broni / 100 mieszkańców
15. Francja - 31,2 broni / 100 mieszkańców
16. Norwegia - 31,3 broni / 100 mieszkańców
17. Korea Płd. - 1,1 broni / 100 mieszkańców
18. Rumunia - 0,7 broni / 100 mieszkańców
19. Singapur - 0,5 broni / 100 mieszkańców
20. Japonia - 0,6 broni / 100 mieszkańców

Na koniec jeszcze tylko przedstawmy liczbę 10 państw ogólnie, wśród których procentowo odnotowano największą liczbę zgonów z powodu broni palnej.

1. Honduras - 6,2 broni / 100 mieszkańców (ok. 0,07%, 5,2 tys. zgonów przy 7,1 mln ludności)
2. Jamaica - 8,1 broni / 100 mieszkańców (ok. 0,05%, 1080 zgonów przy 2,6 mln ludności)
3. Salwador - 5,8 / 100 mieszkańców (ok. 0,04% 2446 zgonów przy 6,1 mln ludności)
4. Wenezuela - 10,7 broni / 100 mieszkańców (ok. 0,04%, 11115 zgonów przy 26,6 mln ludności)
5. Gwatemala - 13,1 broni / 100 mieszkańców (ok. 0,038% , 5002 zgonów przy 13,1 mln ludności)
6. Trynidad i Tobago - 1,6 broni / 100 mieszkańców (ok. 0,028%, 345 zgonów przy 1,31 mln lud.)
7. Kolumbia - 5,9 broni / 100 mieszkańców (ok. 0,028% , 12539 zgonów przy 44,5 mln ludności)
8. Belize - 10 broni / 100 mieszkańców (ok. 0,023%, 68 zgonów przy 286 tys. ludności )
9. Panama - 21,7 broni / 100 mieszkańców (ok.0,016% 569 zgonów przy 3,5 mln ludności)
10. Brazylia - 8 broni / 100 mieszkańców (ok. 0,011% 34678 zgonów przy 301 mln ludności)

Dobra, tyle statystyki. Co z niej wynika? W kontekście analizy tego, czy broń powinna być dostępna dla każdego czy nie, w zasadzie niewiele. Nie widać bo wiem żadnej specjalnej zależności pomiędzy liczbą posiadanych palnych oręży w przeliczeniu na mieszkańców danego kraju a liczbą zgonów, które za jej sprawą w danym państwie się dokonały. Spójrzmy na zestawienie pierwsze. Fakt, że Norwegia jest dość wysoce liberalnym krajem w zakresie posiadania broni nie oznacza, że liczba zgonów będzie tam większa, wręcz przeciwnie. Podobnie w wypadku Sierra Leone, z tym że na odwrót. Szeroko zakrojona zbrojeniowa cenzura nie uchroniła państwa przed całkiem wysoką ilością śmierci. Ok, czytelniki drogie. Walnijmy się teraz do zestawienia drugiego. Zauważcie, że na początku niniejszego posta podkreśliłem, iż zestawienie pochodzi z okresu, gdzie USA zdecydowanie przodowało w temacie liberalizacji dostępu do broni. Hm... Więc pewnie wszyscy się tam nawzajem wyżynają... Otóż błąd. W pierwszej dziesiątce najbardziej niebezpiecznych krajów, gdzie od kul ginie największy odsetek ludności tylko Panama, Gwatemala i nieznacznie Wenezuela przekroczyły liczbę 10 broni / 100 mieszkańców. A na czele "dumnie" powiewa sztandar Hondurasu, gdzie dostęp do broni jest już naprawdę bardzo mocno ograniczony. Warto porównać też Stany Zjednoczone i Brazylię, które ludnościowo są w zasadzie identyczne. Z tą tylko różnicą, że u tych pierwszych mieszkańcy posiadają dziesięć razy mniej broni i dokonano tam ponad trzy razy więcej zabójstw przy jej użyciu. No, ale powiedzmy, że te twarde fakty nie są wystarczającym odnośnikiem do tego, aby skłonić się ku zwiększaniu liberalizacji dostępu do broni (ostatecznie w Japonii, która ma bardzo restrykcyjną politykę odnośnie zakazywania dostępu do tego rodzaju arsenału zanotowano niewielką liczbę zgonów). Popuśćmy więc teraz nieco wodze fantazji i spójrzmy na pewną sytuację, która - wierzcie lub nie - może spotkać każdego z nas.

Wyobraź sobie, że jesteś dumnym ojcem czteroosobowej rodziny (może już jesteś, nie wiem.). Masz cudowną żonę, dwójkę wspaniałych dzieci. Dzięki zaradności i chęciom dorobiłeś się intratnej posady, całkiem nieźle zarabiasz. Zdołałeś wybudować piękny, przytulny domek, gdzie przeprowadziłeś się z całą rodzinką, gdzie masz zamiar oglądać, jak twoje pociechy dorastają, pójdą do szkoły, przyprowadzą pierwsze miłości (Z tymże Olki trzeba pilnować, ma zły gust. Nie wiadomo, jakiego fagasa przedstawi.), skąd wyfruną, gdzie wreszcie będziesz chciał z żoną dożyć końca swoich dni. Jest lato. Późny, sobotni wieczór. Dzieciaki położyły się już spać, a ty wraz ze swoją ukochaną siedzisz na werandzie i wpatrujesz się gwiazdy. Rozmawiacie. O wszystkim i o niczym. Jak było w pracy, co zrobiła ostatnio sąsiadka, wspominacie tę piękną piosenkę, przy której pierwszy raz się pocałowaliście. Chwytasz moment. Uświadamiasz sobie, że osiągnąłeś w życiu to, o czym zawsze marzyłeś - masz wspaniałe dzieci, cudowną żonę, wybudowałeś dom. Jesteś zwyczajnie cholernie szczęśliwy. W końcu, twoja druga połówka stwierdza, że zrobiło się trochę zimno i czas wracać. Spogląda na ciebie figlarnym, wymownym wyrazem twarzy a ty przyznajesz jej rację. Robisz jeszcze tylko szybki obchód placu i ogródka wokół domu, zamykasz furtkę i drzwi, a potem udajesz się do sypialni, gdzie czeka już twoja miłość. Niestety, kilka godzin później, w środku nocy budzi cię jakiś hałas. Z początku nie wiesz, co się dzieje. Zmęczony, z przekrwionymi oczami wstajesz z łóżka i idziesz na korytarz. Dostrzegasz wyłamany zamek w drzwiach i słyszysz, że ktoś jest w kuchni. Pełen trwogi bierzesz stary kij baseballowy twojego wujka z ameryki, który kiedyś zdołał ci przywieźć (a jak chłopaki na dzielnicy za komuny na to patrzyli, ty...) i ostrożnie udajesz się w kierunku hałasu. Dochodzisz do kuchni i błyskawicznie zapalasz drzwi. Przy szafce, gdzie trzymacie rodzinne kosztowności stoi mężczyzna.
- Nie ruszaj się! - krzyczysz, wymachując kijem.
Przerażony włamywacz wyciąga broń i oddaje w twoim kierunku dwa strzały. W całkowitym szoku, czym prędzej zbiera łupy i wybiega w kierunku wyjścia. W progu kuchni przewraca żonę, która wstała zaniepokojona odgłosami strzałów. Broń niechcący wystrzela, pakując jej kulę w brzuch. Intruz ucieka. Kilka godzin później, niczego nieświadome dzieciaki wstają z łóżek, jak co niedzielę schodząc na rodzinne śniadanie. "Ciekawe tylko, czemu nas jeszcze mama nie woła, Stasiek? - pyta zdziwiona Olka..."

Wbrew pozorom, scenariusz przedstawiony wyżej może nie być tylko wytworem literackiej wyobraźni. Sytuacja, w której włamywacz najdzie cię w twoim własnym domu jest całkiem możliwa. Jak więc wtedy będziesz się bronić? Tym śmiesznym kijem baseballowym? Jaką masz pewność, że włamywacz nie ma przy sobie broni? Cholera, nawet jeśli będziesz ostrożny i zadzwonisz po policję, koleś zdąży opędzlować pół domu i spierdzielić gdzie pieprz rośnie. A jak się kapnie, że go zauważyłeś, to umarł w butach. Oczywistą oczywistością jest (patrzajta, znów pleonazm!) jest, że na terenie swojej posesji (jak również i poza nią!) masz prawo użyć wszelkich dostępnych środków by chronić siebie i swoich bliskich. Broni palnej również, chociażby z tak błahego względu, że intruz takową również może posiadać. Ah, no tak, rzeknie lewak. Ale jakbyśmy zakazali dostępu do broni, to włamywacz by przecież jej nie miał, no logiczne... Stary, a ty słyszałeś o Pruszkowie? Albo innych tego rodzaju stowarzyszeniach? Ty myślisz że któregoś z nich obchodziło jakieś gówniane pozwolenie na broń? Bekę z tego mieli jak stąd do Pekinu. Zakaz powszechnego dostępu do broni był im całkowicie na rękę, bo dzięki temu wiedzieli, że nikt im nie będzie podskakiwał. A przecież dla nich skombinowanie sobie broni nie stanowiło żadnego problemu, wszak byli mafią. Tak więc sorry, panie lewak, twój argument jest tak idiotyczny jak nie przymierzając podatek dochodowy.

Spójrzmy teraz na wydarzenia, które nie tak dawno przecież miały miejsce w stolicy Francji. Uzbrojony muzułmanin (MUZUŁMANIN do cholery, nie terrorysta, francuz pochodzenia syryjskiego, lekko ciemnoskóry obywatel Iranu ale MUZUŁMANIN) wszedł sobie jak gdyby nigdy nic do restauracji i z głupia frant zaczął wystrzeliwać wszystkich jak kaczki, ostatecznie zabijając jedenaście osób. Temu w teatrze poszło jeszcze lepiej, zabił trzydziestu pięciu. I w tym miejscu nasuwa się pewna dygresja... Dlaczego tego popierdoleńca nikt nie powstrzymał? Proste. Bo nikt nie miał przy sobie broni, której socjalista (by nie rzec komunista) Hollande nie trawi, co pokazał ciągotami do zmniejszania liczebności armii francuskiej (sic!). Jeśli którykolwiek z ludzi będących wtedy w tej restauracji czy na tym koncercie miałby przy sobie broń, mógłby zwyczajnie do napastnika otworzyć ogień i go zabić, a ofiar nie byłoby pięćdziesiąt ale kilka, kilkanaście. Tymczasem jednak, wskutek szeregu ustaw ograniczających wolny dostęp do broni nikt nie był w stanie tragedii zapobiec.

No ale jak to! - znów głos podnosi lewak. Nie wyobrażam sobie, że będę chodził ulicą i drżał o to, czy aby któryś z przechodniów nie wyciągnie spluwy i nie zacznie strzelać. Otóż, panie lewak, jeśli wyciągnie, to znaczy że jest za przeproszeniem pierdolnięty. Chory psychicznie. A jak już naprawdę zacznie strzelać, to ty prostu wyciągniesz swoją broń i go odstrzelisz, tyle w temacie... Wierz mi, panie lewak, że jeśli potencjalny terrorysta/zabójca/zbrodniarz miałby świadomość, że jeśli on wyciągnie broń, w każdej chwili może dostać kulkę, w życiu by tej spluwy nie użył.

Oho. Pani Hilaria Clintonowa postanowiła włączyć się do dyskusji. "Panie Finian, zejdź pan na ziemię! Posiadanie broni nie czyni nas bezpieczniejszymi!". Cholera. Ostry argument. Hmm... O, prawa strona się odezwała. Jakiś milioner doszedł do głosu. Ależ tak, to Donald Trump! "Droga Hilario, jeśli naprawdę uważasz, że posiadanie broni nie czyni nas bezpieczniejszymi, powinnaś jak najszybciej zażądać rozbrojenia swoich ciężko uzbrojonych ochroniarzy!". Doniek jak zwykle zaorał. Celnie i bez pardonu.

Rzuciłbym jeszcze kilka argumentów, które dobitnie wykazałaby, że powszechny dostęp do broni jest czymś naturalnym, potrzebnym i - przede wszystkim - zwiększającym poziom bezpieczeństwa obywateli. Ale wiecie, jak jest. Juwenalia za pasem, to i sił, i trzeźwych umysłów brak. Ufam jednak swoim siłom i wierzę, że kolejny post pojawi się rychło. Tymczasem, na sam koniec zostawiam was ze świetnym jak zawsze Wojtkiem Cejrowskim, który w mistrzowski sposób dowodzi, że broń powinna być dostępna dla wszystkich.

A ja zwijam, bo na Tekach zaraz zaczynają koncerty....